Katarzyna Enerlich jest pisarką – tropicielką ludzkich historii. W każdej z jej książek przeplatają się wątki o losach ludzi, których spotkała na swojej drodze, z opowieściami, które powstały w jej wyobraźni. Lecz w każdej z powieści jedną z bohaterek jest prowincja. Najczęściej ta najbliższa sercu, mazurska.

SWOJĄ MAZURSKĄ PROWINCJĘ Katarzyna Enerlich nosi głęboko w sercu. O własnym domu pod błękitnym, wiejskim niebem marzyła od czasów, gdy była małą dziewczynką. Bawiąc się na osiedlowym podwórku w centrum Mrągowa, wyobrażała sobie, że jest w domu ukochanej babci. Drewnianym, otoczonym tradycyjnym płotem ze sztachet. Domu, który nocą wydawał tajemnicze odgłosy. Skrzypiały w nim deski, a czasem słychać było jakieś skrobanie. Dom jakby żył własnym życiem, miał duszę. I była to dusza przyjazna mieszkańcom, dająca odpoczynek od codziennego zgiełku. Tymczasem nadal mieszkała w bloku, a swoje marzenia zaczęła przelewać na karty pisanych przez siebie książek. Idąc śladami ludzkich historii, szukając opowieści o losach dawnych i obecnych Mazur, by nanizać je na wspólną nić książkowych wątków, trafiła do wioski, gdzie – jak opowiada – kończył się asfalt. I to dosłownie, bo porządna, utwardzona droga kończyła się w tej wiosce nieopodal Mrągowa. – Był piękny, słoneczny dzień, idealny na rowerową wyprawę – wspomina Kasia. – Mijałam wieś, w której w pewnym momencie asfalt niespodziewanie przemienił się w gruntową drogę, przy której rosły stare drzewa, a na jej początku i końcu były jeziora. Na dodatek blisko Mrągowo, a ja przecież mieszkałam wtedy na tym osiedlu i marzyłam, żeby kiedyś pójść na wieś… Bo całe życie spędziłam w bloku… Pomyślałam: co za piękne miejsce, kończy się asfalt, wokół lasy oraz jeziora i ta maleńka wieś, jak w wierszu Ziemianina o rynku w Tymbarku, co go można przykryć palcem. Okazało się, że w tej wsi mieszkają moi znajomi – nie w samej, a na kolonii. Spytałam o jakiś stary dom na sprzedaż albo ziemię, a oni mówią: my mamy ziemię na łąkach nad stawem, zobacz. Zaprowadzili mnie miedzą za swoim domem kilka kroków, gdzie pokazali piękną łąkę oraz staw jeszcze z przedwojennych map i blisko nasypu, który został po kolei wąskotorowej. Pomyślałam, że skoro nie ma w tej wsi domu na sprzedaż, to zbuduję swój na tej ziemi, będzie z drewna, jak stara chałupa mojej babci, w której spędzałam wakacje i zakochałam się tam w normalnym, prostym życiu.

Link Sponsorowany: SPA Rzeszów

I tak dzięki rowerowej wyprawie w odpowiednim dniu w odpowiednie miejsce zmieniło się zarówno życie Katarzyny, jak i losy jej książkowej bohaterki z cyklu „Prowincja”. W pierwszym tomie Ludmiła, w której widzimy sporo cech pisarki, mieszka jeszcze w centrum miasta, by potem przenieść się na wieś, wybudować drewniany dom i zacząć zmieniać swoje życie. Tak samo zaczęło zmieniać się życie Katarzyny.

– Wiedziałam, że w tym domu nie będzie zmywarki, a co najwyżej Internet, i że będzie ogród, malwy oraz ostróżki, i warzyw moc jak u babci, i że nie wyłożę swojej ziemi polbrukiem i nie będzie automatycznej bramy. Bo będzie jak tam, na wsi, gdzie byłam szczęśliwa w dzieciństwie. Chciałam spełnić marzenia już teraz i wiedziałam, że to będzie ta wieś, nie inna, dlatego zabrałam się za budowę, a nie szukanie starego domu. Pomyślałam też, że mój dom nie będzie nocami szeptał o przeżyciach dawnych mieszkańców, będzie snuł nasze opowieści, bo to my napełnimy go życiem.

Czesc 1 – ssalegia.pl/z-prowincja-w-sercu-cz-1/
Czesc 2 – slawomirwolniak.pl/z-prowincja-w-sercu-cz-2/
Czesc 3 – lcdplayer.pl/z-prowincja-w-sercu-cz-3/
Czesc 4 – labkolandia.pl/z-prowincja-w-sercu-cz-4/

Komentarze
Załaduj więcej podobnych artykułów
Załaduj więcej Redaktor
Załaduj więcej Świat informacji

Dodaj komentarz

Sprawdź też

Jakie buty na zimę?

Nasz wygląd bardzo często ma ogromny wpływ na to, czy czujemy się dobrze w swojej skórze i…